![]() |
ALEKSANDRA ZIOLKOWSKA-BOEHM | |
| PISARKA, AUTORKA KSIAZEK doktor nauk humanistycznych Uniw. Warszawskiego |
AUTHOR OF BOOKS PUBLISHED IN POLAND AND IN
CANADA, Ph.D. in Humanities from Warsaw University, Poland |
|
| BOOK REVUES: | ||
|
The book
tells the story of Roman Rodziewicz - a member of the Hubal's party. The
book contains many interesting facts from the main hero's life in Russia
and Manchuria, however, most of all, it relates in the form of a diary
of the Hubal's campaign. On the basis of Roman Rodziewicz's story, a book
of Melchior Wañkowicz Hubalczycy" (Hubal's men")
came into being". "(...)
W kazdym z powolanych wypadków pozostaje jednak pytanie o rachunek
zysków i kosztów. Na to pytanie nie ma odpowiedzi - ani
u Ziólkowskiej w odniesieniu do Hubala, ani gdzie indziej, bo jej
chyba byc nie moze. W tych sprawach brak miary i wagi. S¹ tylko przekonania
(...) Z miejsca
na miejsce" swa narracja zapowiada beletrystyke, widac, ze autorka
która nie tylko bêdzie chciala patrzec na oltarz z grubym,
filuternie usmiechnietym panem. Widac, ze autorka przystraja siepieknie
do nowej roli, a opowiesc o Romanie Rodziewiczu. choc dramatyczna, pelna
tonów elegijno nostalgicznych, i w ogóle napisana w cieniu
legendy Hubala, jak glosi jej podtytul, jest radosnym snem, jest radosnym
snem o literaturze w stanie bardziej czystym niz felieton i inne dotad
uprawiane gatunki". Aleksandra
Ziólkowska, która sekretarzowala Wankowiczowi juz na poczatku
studiów i jego znaczek ostentacyjnie nosi na swoich pisarskich
kreacjach (...). Ksiazke Z miejsca na miejsce:" wypelniaja
spisane przez mloda autorke wspomnienia jednego z zolnierzy Hubala". Z miejsca
na miejsce" - tak najlapidarniej, najtrafniej zarazem mozna by strescic
koleje losu Romana Rodziewicz, bylego Hubalczyka, którego dzieje
staly sie tematem tej ksiazeczki. (...) Warto ja przeczytac. Aleksandra
Ziólkowska dostrzegla cale zycie Rodziewicza i napisala o nim ladna,
ciekawa ksiazke. Bo i jest o kim. Rzadko sie zdarza tak niezwykle barwny
film biograficzny wyrezyserowany przez los (...). Niezwykla
opowiesc o hubalowym zolnierzu". Jeszcze
jeden polski los" Z miejsca
na miejsce" - jest odpowiedzia na moje fascynacje ludzkimi losami.
Uwazam, ze kazdy ma ciekawy chocby jeden wycinek swojego zycia. Interesuje
mnie wiele tematów. Na przyklad, jak przypadek zmienia nam zycie,
jak trudnosci hartuja ludzi, jak potrafia zmieniæ zwyklych ludzi
w bohaterów. Rola burzy dziejowej, zawieruchy wojennej, a takze
naszego charakteru, silnej woli, ambicji, checi dokonania, rozróznienie
dobra i zla. Trudnosci w zyciu - na nie napotykamy wszyscy -ale róznimy
sie tym, jak do nich podchodzimy, jak siez nimi zmagamy. Interesuja mnie
charaktery ludzkie, mo¿e charaktery polskie, bo uksztaltowaly nas
powstania, wojny". "Polskie
losy, polskie drogi (...) Pozostaje cos niezwyklego w tych prawdziwych
losach, które wiodly Romana z Lawskiego Brodu do Mandzurii, potem
przez Japonie i Anglie prowadza do niepodleglej Polski, kaza isc na wojne,
walczyc u boku mjra Hubala, zejsc do konspiracji, przezyc obozy koncentracyjne,
wreszcie przez 2 Korpus, Wlochy, obóz dippisów rzuca go
w angielska mgle, dymy i huk fabryk (...).Byly ich tysiace, setki tysiecy.
Dzis, coraz szybciej odchodza, pozostaja po nich znicze, dobrze, jezeli
nie anonimowe groby. Zdradzeni przez historie, aliantów, osieroceni
przez ojczyzne, która nie tylko nie docenila ich bohaterstwa, ale
czesto z dnia na dzien pozbawila obywatelstwa, moca komunistycznych kacyków,
rozstrzeliwala, zsylala na Sybir, wtracala do wiezien, skazywala na emigracje
i przede wszystkim zapomnienie, zapomnienie, zapomnienie.(...) "Z
miejsca na miejsce" to ksiazka, która nie tylko opowiada o
niezwyklym czlowieku i niezwyklym pokoleniu "ziemi obiecanej".
To takze, a moze przede wszystkim, zarzewie refleksji nad sensem walki,
przetrwania, zachowania czlowieczenstwa i w nim narodowej odrebnosci.
Czy bylsens walczyc we Wrzesniu, gdy wszystko zdawalo sie walic, plany
i marzenia sypac w gruzy, gdy koledzy dezertowali, rzucali bron. Czy byl
sens trwac w okupacji, zeby zwyciesko ja przetrwawszy skonczyc na smietniku
powiatowgo UB, w angielskiej hucie czy kopalni? (...) Sam fakt powstania
"Z miejsca na miejsce" jest wlasnie potwierdzeniem i afirmacja
calego pokolenia, jego wkladu w narodowa epopeje. (...) "Z miejsca
na miejsce" jest wlasnie potwierdzeniem i afirmacjacalego pokolenia,
jego wkladu w narodowâ epopeje. Mimo wlozonych sil i osrodków,
prawie pólwiekowej komunistycznej okupacji nie udalo sie jednak
wladcom PRL - u odebrac nam naszej historii i jej czesto anonimowych wspóltwórców.
Mocno okaleczony, z przetraconym kregoslupem, naród jednak przetrwal
i budzi sie próbujac jeszcze niezdarnie podniesc glowe i wyprostowac
kark. Obawiam sie, ze bez takich ludzi, jak Roman Rodziewicz, bez takich
ksiazek jak "Z miejsca na miejsce", byloby to o wiele trudniejsze,
moze nawet niemozliwe.(....) Roman Rodziewicz mial jednak szczescie. Nie
zostal zapomniany, choc w pewnej anonimowosci przyszlo mu spedzic wiele
emigracyjnych lat. Powstala o nim ksiazka". "W cieniu
legendy Hubala" powracajaca do jego legendy przez doswiadczenia i
wspomnienia Romana Rodziewicza-hubalczyka, którego biografia sama
stanowi temat godny ksiazki". "Losy
Romana Rodziewicza" sa dosc typowe dla pokolenia miedzywojennego.
Dziecinstwo spedzi³ w Mandzurii. Do Polski przybyl w 1923 roku. Znalazl
sie w Warszawie. Po zobaczeniu wielu stolic swiata w czasie podrózy
"ujrzal male biedne miasto, o którym tyle slyszal i do którego
stale tesknil, bedace stolica jego kraju". Zdecydowal sie na sluzbe
wojskowa, wstapi³ do Suwalskiej Brygady Kawalerii... Wkrótce
zaczal gospodarzyc na swoim 60-hektarowym folwarku "Lawski Bród".
(...) "Hubal" walczyl ze swoimi zolnierzami osiem miesiecy.(...)
Losy Rodziewicza zafrapowaly Aleksandre Ziólkowska. Spotykala sie
ze swoim bohaterem kilkakrotnie w Polsce i Anglii. Interesowalo ja cale
zycie pana Romana, a nie tylko okres pobytu w oddziale Hubala. Napisala:
"Chcialam pokazac kawalek polskiego losu, losu tulacza. l tak powstala
ta opowiesc".
Ksiazka
napisana wspaniale!" Liryczny
opis Lawskiego Brodu, polskiego zascianka i dworu na poludniowym wschodzie,
gdzies nad Berezyna, jest po prostu wzruszajacy. Zapewne dlatego, ze pochodzi
spod pióra autorki najzupelniej nam wspólczesnej. Ladna
przy tym, mocna, niekiedy lekko archaizowana polszczyzna. Na przyklad:
Pod krzakami duzo ryb stalo, jak kto lubil siatka lowic mial wielka
ucieche". (...)". To zycie
Romana Rodziewicza jakze jest charakterystyczne dla tego okresu, a takze
dla mojego pokolenia. Niezmiennie podobaly mi sie tak obrazowe, dokladne,
szczególówe opisy wsi, domów, obyczajów. Ich
caly koloryt. Mialem wielka przyjemnosc w czytaniu". Z miejsca
na miejsce" przeczytalem duszkiem, z nieslabnacym zainteresowaniem.
Wystawila Pani temu Rodziewiczowi piekny pomniczek, a czytelnikom przekazala
Pani ciekawe informacje i fascynujace opowiadanie w pieknej formie". Podziwiam
Pani solidnosc w przedstawianiu faktów, juz dla Pani historycznych
i bardzo przekonujace przekazanie atmosfery tamtych czasów. Pan
Roman Rodziewicz powinien byc Pani bardzo wdzieczny za takie przedstawienie
jego usianej niebezpieczeñstwami drogi zyciowej (...) Przeczytalem
ksiazke jednym tchem i nawet sie poplakalem czytajac spotkanie glównego
bohatera z jego przedwojena miloscia Halinka Czermiñska". Ksiazke
Z miejsca na miejsce" czytalem kilka razy. Styl monumentalny.
Nie ma tu przymiotników ani porównan. Lepiej by nawet Wankowicz
nie napisal". Przeczytalem
ja jednym tchem". Wydalo mi sie, ze czytam Wañkowicza
- co za interesujaca, a zarazem bolesna i smutna historia. Z jaka plastyka
opisala Pani straszliwe przezycia obozowe bohatera. Jak okrutnie zawazyla
na jego zyciu niemoznosc skontaktowania sietuz po wojnie z rodzina i rodakami
w kraju". |
|||
| Moje i zaslyszane | |||
| Blisko Wankowicza | |||
|
Dreams and Reality Kanada, Kanada... |
"Bohaterami
trzydziestu paru relacji (mikro opowiadan, mini-reportazy) sa Polacy w
Kanadzie, od prostych robotnikow poprzez wszelkie mozliwe zawody, az po
prezesa Kongresu Polonii Kanadyjskiej. (...). Autorka nie unika przedstawienia
najbardziej tragicznych i okrutnych dowiadczen (...). Suma tych
relacji sklada sie na obraz przekonujacy swoja szczeroscia, rzeczowoscia
a zarazem umiejetnoscia operowania celnym skrotem z reguly nodnym sytuacyjnie
i umyslowo (...). "Kanada, Kanada..." dowodzi swietnego zmyslu
obserwacyjnego autorki i niewatpliwej drapieznosci przy wszystkich cechach
pisarstwa eleganckiego i nieco jakby sciszonego". "Fakt,
ze rozmawiala nie tylko z prominentami, ale takze ze zwyklymi ludzmi,
czesto nieszczesliwymi, sprawia, ze podany przez nia obraz emigracji jest
pelniejszy. Opowiada wiec zarowno o imigrantach dzialajacych w organizacjach,
jak i nie majacych z nimi zadnego zwiazku, i tkwiacych silnie w Polsce,
posiadajacych wiezy z krajem urodzenia oraz o innych, ktorzy wrosli w
nowy kraj i otoczenie. (...). Ziolkowska tropi przede wszystkim polskosc
swoich rozmowcow, nie ogranicza sie tylko do znanych postaci imigrantow,
nie ominela i ich potomkow (...). Galeria bezimiennych bohaterow z opowiadan
Ziolkowskiej jest bardziej zroznicowana pod kazdym wzgledem. Proces usadowienia
sie przebiega dlugo i trudno (...). "Kanada, Kanada.." nie jest
historycznym, ani socjologicznym studium o imigrantach powojennych, natomiast
prezentuje ich zycie. Ziolkowskiej nie interesowaly polityczne motywy
emigracji, lecz jej losy w nowym kraju, proces adaptacji, rola i znaczenie
zrzeszen i stowarzyszen polonijnych, nastawienie otoczenia gospodarzy
i osiadlych rodakow. Roznie, roznie to bywalo i jest. Ziolkowska nie generalizuje
ani tez nie wyciaga wnioskow. Nie ocenia , tylko prezentuje. I na tym
- obok walorow literackich - polega wartosc tej ksiazki(..).". "Recenzowana
ksiazka stanowi polska wersje wydanej przez Autorke po angielsku pozycji
"Dreams and Reality" (Century, Toronto 1984). Autorka stawia
siê w roli przekaznika slow emigrantow, czasem pytaniem pobudza
ich do dalszej wypowiedzi, ale pozwala mowic im samym. Mowia szczerze.
Az zaskakuje, jak szczere sa ich mysli - o Kanadzie, Polonii, ale takze
o Polsce, komunizmie, latach 1980-1981, stanie wojennym - mozna w tej
ksiazce wyczytac.(...) "Choc
ksiazka opowiada o Polakach, ktorych los rzucil do dalekiej Kanady, ale
po przeczytaniu kazdy potraktuje ja jako bliska, bo swoja bezposrednioscia
i wrazliwoscia zwyczajnie wzrusza". "W sposob
niekonwencjonalny przedstawila autorka dramat Indian Kanadyjskich, ktorych
malomiasteczkowe getto wypycha na margines kanadyjskiego spoleczenstwa
obywatelskiego. Za znanym pisarzem kanadyjskim W.P.Kinsellâ pisze
o niekompetencji kanadyjskich konsultantow zajmujacych sie sprawami Indian.
Anonimowa rozmowczyni autorki, p.Irma przedstawia interesujaca interpretacje
filozoficznych aspektow emigracji. Koszty psychologiczne utraty zrodel
dotychczasowego zycia sa olbrzymie (...). W drugiej czesci szkicow Ziolkowskiej
dominuja zbeletryzowane relacje o losach emigrantow napisane z talentem
literackim (...). Zastanawiajac sie nad walorami metody prezentacji wspolczesnych
losow Polonii Kanadyjskiej dochodze do wniosku, ze mowiâ one bardzo
wiele o bolesnych drogach kanadyjskiej akulturacji. (...)". "W swojej
ksiazce zastosowala rozne techniki literackie. Uderzylo mnie, ze w stosunku
do emigrantow zolnierzy z lat II wojny swiatowej, z bohaterskimi zyciorysami,
ktorym pozostanie za granica podyktowaly przede wszystkim wzgledy patriotyczne
- zastosowala forme mininoweli z anonimowymi bohaterami (...). Poruszyla
tez kapitalna sprawe wielokulturowosci. W ramach jednego panstwa, odkrycie
typowo kanadyjskie. Jest to zagadnienie podwojnej wolnosci, ktore znosi
rozterki "bycia Kanadyjczykiem" i np. "czucie sie Polakiem"
bez rozdwojenia jazni. Jest to bardzo subtelna, niezwykle trudna sprawa
o palacej aktualnosci"(...). Wyroznia sie
rozdzial mowiacy o rodzinie Brzezinskich. Na stronach ksiazki przewija
sie zycie tych, ktorzy z roznych powodow szukali mozliwie normalnej egzystencji
za oceanem. Jednym sie udalo, inni przegrali (...). "Autorka
przedstawia ludzi z roznych srodowisk, o odmiennym bagazu doswiadczen
osobistych, zawodowych i kulturowych, o zroznicowanych swiatopogladach.
Tych wszystkich ludzi laczy jedno - nowe miejsce osiedlenia, wybor nowej
ojczyzny dla swoich dzieci i wnukow. (...). Ziolkowska w sposob obiektywny
stara sie przedstawic problemy, dramaty ludzi, ktorym nie mozna zarzucic
niezaradnosci czy lenistwa.(...). "(...)
A jak przebiega proces przystosowania? Na to pytanie odpowiada ksiazka.
Jest ona pomyslana inaczej niz zrodlowe, historyczne dzielo - pokazuje
Ziolkowska indywidualne losy przedstawicieli Polonii, dawnej i nowej emigracji.
Ziolkowska spokojnie i obiektywnie przedstawia ich wrastanie w Kanadê,
ich trudna czesto droge z nizin spolecznych do sukcesu, do znalezienia
wlasnego sensu w nowych warunkach. Jest to bardzo wciagajace "czytadlo",
mnostwo realiow calkowicie prawdziwych, zadnej stronniczosci - widzimy
ludzi ratujacych sie psychicznie silna wiara w chrzescijanskiego Boga,
widzimy czlowieka ratujacego sie od koszmaru wspomnien wojennych przez
uprawianie sztuki, widzimy Polakow, Zydow, Ukraincow. Konglomerat obyczajow
i tradycji stapiajacych sie w jedno - z jednoczesnym zachowaniem roznic,
co chociaz wydaje sie niemozliwe, to przeciez w Kanadzie jest rzeczywistoscia. "Przeczytalem
te interesujaca i madrze napisana ksiâzke (...). "Kanade, Kanade..."
zalecalbym jako lekturê obowiazkowa wszystkim, ktorzy udaja sie
na emigracje. Ziolkowska opowiada o ludziach i zdarzeniach prawdziwych,
stosujac rozne techniki narracyjne (monolog, relacja, bezposrednia wypowiedz". "Kanada
jest tylko jakby tlem, miejscem, gdzie rozgrywa sie czesto polski dramat
(...). Ksiazka zmusza do weryfikacji naszych stereotypow o dobrych i bogatych
wujkach z Kanady, ukazuje losy emigrantow z cala ostroscia, bez zadnego
kamuflazu". "Tom ten
jest wielostronnym obrazem srodowisk polonijnych w Kanadzie, obrazem dosc
reporterskim, a rownoczesnie nie wolnym od elementow znamionujacych zapaly
pisarki - beletrystki (...). Kanada rysuje sie w tej ksiazce jako kraj
ciekawy, ale tez trudny dla emigranta (...)". "Ksiazka
ta jest rezultatem wielu interesujacych bardzo osobistych obserwacji i
refleksji autorki nad zyciem Polakow w Kanadzie"(...). ":Autorka
potrafila nie tylko oddac mysli i odczucia czlonkow Polonii, ale takze
zrozumiala zycie spoleczenstwa Kanady. Na tle indywidualnych przezyc Polakow,
widzimy rowniez problemy kanadyjskich Indian, problemy swiata teatru kanadyjskiego,
swiata artystycznego, swiata dziennikarzy, radia i telewizji". "A. Ziolkowska
nie jest naukowym badaczem problematyki polonijnej, emigracyjnej, ale
reportazystka, literatka zainteresowana losami Polakow na swiecie. (...)
Niektore opowiesci zdaja sie byc li tylko relacja z rozmow z "bohaterami",
podczas gdy inne to misterne opowiesci utkane z epizodow dziejow "bohaterow".
Autorka jest zywo zaangazowana w dzieje niektorych postaci i one tez sa
najciekawsze. (...) Poznajemy szczesciarzy i pechowcow. Autorka szukala
niejako dwoch watkow: polskiego i kanadyjskiego. (...) Pyszna jest wrecz
jest "Krystyna" - ironiczny epizod pobytu w Kanadzie; za to
po trudnych poczatkach dobrze i ciekawie u³ozylo sie zycie bohaterow
"Kolorowych fotografii". Autorka opisala postacie z roznych
srodowisk, zawodow, itp. (...) Slady polskosci Ziolkowska znajdowala u
wszystkich, ale tylko czesc imigrantow wykazywala w jakiejkolwiek formie
zwiazku ze srodowiskiem, spolecznoscia polonijna lub z Polska. A zylo
sie, zyje sie i dzieje w Kanadzie roznie. Niektorzy niemal poplakuja,
albo prawdziwie tesknia za Polska, do Polski. |
||
| Korzenie sa polskie | "Jak przystalo na uczennice mistrza reportazu
i wywiadu - pytania autorki sa niezwykle konkretne, zmuszajace rozmowce
do poslugiwania sie materialem faktograficznym - liczbowym i statystycznym.
Wywiady poprzedza slowo od autorki charakteryzujace sylwetke bohatera wywiadu.
Z dokumentalistycznym obiektywizmem cytuje wypowiedzi rozmowcow - nawet
wtedy gdy sa sprzeczne z wypowiedzia poprzedniego rozmowcy na temat grupy
polonijnej na obcym kontynencie. Wynika to z niejednokrotnie z przyjetych
przez rozmowcow kryteriow oceny: ilosciowego, zawodowego wyksztalcenia,
przedstawicielstwa we wladzach, zamoznosc. Sa tu rowniez przedstawiciele
polityki - ze Zbigniewem Brzezinskim na czele, ludzie literatury - Milosz,
Singer, przedstawiciele nauki, na nawet swiat piosenki,(...) LiT."W domu i w podrozy" "Tygodnik" (Krakow), 3/18/1992 "Korzenie sa polskie" to zbior wywiadow z fascynujacymi
ludzmi, np. z noblistami polskiego pochodzenia - Czeslawem Miloszem, Andrew
Victorem Schallym urodzonym w Wilnie z ojca - zolnierza i matki Marii
Leckiej, biochemikiem, czy Isaakiem Bashevic Singerem, urodzonym w Warszawie,
nagrodzonym "za sztuke narracji, ktora wyraza sie z polsko-zydowskiej
tradycji". Sa tam rozmowy z Brzezinskim, Nowak-Jezioranskim, czy
Ref-Renem, czyli Feliksem Konarskim, autorem slow do piosenki "Czerwone
maki na Monte Cassino"(...). Rozmowy Autorki z wybitnymi ludzmi sa
zawsze interesujace"(...). Dla cytowanych zdan warto czytac jej ksiazki"(...). |
||
| "The
interviews with famous and not-so-famous persons of Polish background (most
of them living in America) by a prolific writer who has been dubbed "a
woman of success" by a reviewer in the Paris "Kultura". (...).
Interesting fates and pleasant reading. The author's inveriable sympathetic
intrest in her subjects is a model to follow. As has been frequently noted
in reviews of her books, Ziolkowska-Boehm has a remarkable ability to abstrain from hasty editorializing". "The Sarmation Review", Houston, Texas, September 1998 Nr9/1988 "Polska
emigracja polityczna prawie wymarla, a ta garstka, ktora przezyla powstanie
lll Rzeczypospolitej, bardzo stracila na znaczeniu. Nastepne generacje
zajmuja aqsie glownie sprawami zyciowymi i asymiluja w krajach zamieszkania.
Bohaterami tej ksiazki sa zyjacy i juz zmarli emigranci, ktorzy opowiadaja
o Polsce, jaka zapamietali z czasow dziecinstwa i m³odosci, a takze
w swoich wojennych i pozniejszych losach w roznych krajach. Sentymentalne
wspomnienia o rodzinnych stronach przeplataja sie tutaj z opowiesciami
o dramatycznych przezyciach w czasie wojny i o losach emigrantow poszukujacych
swojego miejsca w nowych ojczyznach z wyboru. (...) W zasadzie nie ma
tu rozmow blahych, co dobrze swiadczy o autorce, ktora potrafila dotrzec
do porozrzucanych po calym swiecie nietuzinkowych rodakow, by porozmawia
z nimi o waznych dla nas wszystkich sprawach. "Siedze
teraz w pomaranczowym kregu lampy i mimo, ze za oknami duje paskudne wietrzysko
oraz zacina jesienny deszcz, snuje sen zloty. A dzieje sie to za sprawa
doktor Aleksandry Ziolkowskiej, a raczej jej wspanialej ksiazki, ktora
pare tygodni ukazala sie na rynku. Autorka tej (czternastej z kolei) ksiazki
pokazuje nam w niej Polakow amerykanskich, jakze innych, bo z XXI wieku,
przed ktorymi nic, tylko zdejmowac kapelusze. (...) jakie piekne i roznorodne
sa to postacie. (...)"
to zbiorowy portret z Polakami od lat i z roznych przyczyn mieszkajacymi
poza ojczyzna (...). Pozostali opowiadaja o swoim zyciu spedzonym na obczyznie
i odleglej Polsce, ktora mimo tysiecy mil rozdzielajacych ich miejsca
urodzenia od obecnych domow nadal jest dla nich najwazniejsza. W ten sposob
powstal zbiorowy portret Polski widzianej przez Polakow z oddali"
"Ziolkowska
to typ pisarki, ktora kocha ludzi, opisuje ich losy, dzieje, historie
i dramaty. Utrwala i ocala swiat w jego dawnej, czasem lepszej, a na pewno
bardziej ludzkiej postaci. "Nakladem
"Domu Ksiazki" ukazala sie kolejna ksiazka Aleksandry Ziolkowskiej-Boehm
poswiecona Polakom na emigracji w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Opublikowala
dotychczas "Senator Haidasz" (1983), "Kanada, Kanada..."(1986),
"Kanadyjski senator" (1989), Nie tylko Ameryka" (1992)
i "Korzenie sa polskie" (1992). Najnowsza ksiazka sklada sie
z 19 wywiadow z Polakami zamieszkalymi na drugiej polkuli (...). Nie sposob
przedstawic wszystkich szczesliwych rozmowcow Aleksandry Ziolkowskiej.
W wiekszosci utrzymuja kontakt z krajem rodzinnym czy krajem ojcow. Organizuja
Swiatowy Zjazd Polonii w Toronto (Jerzy Korey Krzeczowski). Inni, jak
profesor literatury porownawczej i rusycystyki Ewa M.Thompson, wyk³adowca
na prestizowym uniwersytecie Rice w Houston, zalozyla i prowadzi czasopismo
"Sarmatian Review".(...) (...)"Ksiazka
"peka w szwach" od problemow poruszonych w serii wywiadow, jakie
zlozyly sie na te ksiazke.(...) Na razie chce napisac o koncowym dodatku
do ksiazki, mianowicie o pieknie zarysowanym przez Autorkê - chyba
mozna tak to nazwac - szkicu portretowym wspanialej aktorki Ingrid Bergman
(...). "Ksiazka
"Amerykanie z wyboru" zaczyna sie tekstem "Sekret pu³ku".
Jest to - mowiac w najwiekszym skrocie - prawdziwa historia zdobycia Widma,
czyli dosc waznego fragmentu bitwy o Monte Cassino. Cala chwale za to
zebral niejaki Jan Kochanowski. Tymczasem autorem sukcesu by³ Zdzislaw
Julian Starostecki, ktory we wlasciwym momencie nie stracil zimnej krwi.
Kochanowski po prostu przypisal sobie cudze zaslugi. Ujawnienie tego faktu
wzburzylo polski Londyn. (...)" (...)"
Rozmowy, wywiady z niekonwencjonalnymi ludzmi zlozyly sie na ciekawa calosc,
mozaiki losow Polakow, ktorzy jak autorka - wybrali Ameryke". Melchior
Wankowicz przydal szlifu samorodnemu talentowi poslugiwania sie piorem
Aleksandry Ziolkowskiej (niegdysiejszej Mistrza dlugoletniej asystentki),
swietnej publicystki, autorki reportazy, wywiadow i ksiazek. Za sprawa
malzenstwa z Amerykaninem p.Aleksandra (obecnie Ziolkowska-Boehm, w dodatku
z tytulem doktorskim) mieszka od 8 lat w Stanach i tam czerpie wiele materialow
do swych interesujacych publikacji. Ukonczyla prace nad zbiorem sylwetek
Amerykanow z polskimi korzeniami, jak m.in. Marek Jaroszewicz (rektor
uniwersytetu na Florydzie) i inz. Zdzislaw J.Starostecki (projektant glowicy
Patriot), (...) (...) Posrod
bohaterow Aleksandry Ziolkowskiej-Boehm znajdziemy naukowcow, lekarzy,
publicystow, historykow. (...) Nauka, sztuka, technika, archeologia, medycyna,
etyka, architektura, nieomal nie istnieja dziedziny, w ktorej Polacy nie
maczaliby palcow" z pozytkiem dla innych, a z radosci¹
dla siebie. Bo ich sukcesy byly rowniez osiagnieciami pozostalych rodakow,
zaz praca, tworczosc, wynalazczosc czy tworzenie dawalo im szanse rozwoju,
budowania "Polacy
nie ciesze sie najlepsza opinia na Zachodzie. W Stanach Zjednoczonych
stalismy sie wrecz przedmiotem niewybrednych dowcipow. Wydana przy koñcu
ub. roku ksiazka dr Aleksandry Ziolkowskiej "Amerykanie z wyboru
i inni" pokazuje "amerykanskich Polakow" przelomu XX i
XXI wieku, ktorzy przecza negatywnym stereotypom.(...). Amerykanie
z wyboru... Kim jestesmy, ci, ktorzy wybrali ten kraj jako swoj, swoja
nowa... ojczyzne? Nie, to byloby okreslenie semantycznie co najmniej niewlaciwe.
A zatem ojczyzne naszych dzieci, czyli synczyzne", jak to nazwal
Gombrowicz. Czy moze lepiej: ziemie, w ktorej spoczniemy na zawsze? My,
Amerykanie z wyboru? Wiecej tu pytan niz odpowiedzi, dlatego tez ksiazka
Aleksandry Ziolkowskiej-Boehm pod tym wlasnie tytu³em zacheca do
pokuszenia sie przynajmniej na proby przemyslen, jezeli na pelne odpowiedzi
zdobyc sie nielatwo. I w tym, jak sadze, jej najwieksza wartosc. (...)Przegladajac
najnowsza ksiazke Aleksandry Ziolkowskiej-Boehm zatytulowana Amerykanie
z wyboru i inni", a stanowiaca zbior wywiadow z rodakami osadzonymi
w realiach amerykanskiego zycia i legitymujacymi sie sukcesami na zawodowej
niwie, znalazlem interesujaca rozmowe wlasnie z profesor Ewa M.Thompson.
(...) Wlasciwie
kazdy z nas moze sie uwazac za Amerykanina z wyboru. A juz na pewno za
takiego bedzie uwazany w kraju. Poza tym w Polsce o wszystkich, ktorzy
zdecydowali sie zyc w USA, Kanadzie, czy nawet w Ameryce Poludniowej,
mowi sie, ze wybrali lepsze zycie. Traktuje sie ich jak ludzi sukcesu,
co przewaznie pokrywa sie z prawda. Jednak sukces sukcesowi nie jest rowny.
Roznie tez bywa zdobywany. Czesto te najwieksze osiagniecia okupione bywaja
wysilkiem calego zycia. (...) Naprawde
bardzo serdecznie zachecam do tej lektury, nie bedzie to czas stracony,
a wielka przyjemnosc" |
|||
| Senator Haidasz | ooo | ||
| Diecezja Lodzka i jej biskupi | ooo | ||
|
"Co szczegolnie
mnie fascynuje w autobiograficznym pisarstwie Ziolkowskiej to jej pogoda
ducha, zyczliwosc do swiata i ludzi, o ktorych zawsze pisze dobrze".
"Ulica
Zolwiego Strumienia" jest cenna lektura dla wszystkich, ktorych interesuje
poszukiwanie samego siebie nagle konieczne, uswiadomione, bo czynione
w okolicznosciach, ktore temu zupelnie nie sprzyjaja. Sklaniaja raczej
do pokory, podporzadkowania, wsluchania w nowe, wazniejsze, trudne.(...)
Ksiazka jest fascynujaca dla tych czytelnikow, ktorzy potrafia docenic
indywidualnosc kobiecego pisania o sobie - o wlasnych przezyciach, o relacjach
ze swiatem i ludzmi. Bliskimi i obcymi. Dotykalnymi i odleglymi. Tymi,
ktorzy zyja obok nas wlasnym, realnym zyciem, i ktorych byty kreujemy
pod ich nieobecnosc. "Zafascynowal
mnie obraz Ameryki. Opisuje Ziolkowska kraj ludzi zapracowanych, zyjacych
z pracy i praca, kazdego dnia od rana do wieczora. Fascynuje ich to, co
robia. Maja ambicje, chca piac sie w gore po szczeblach kariery zawodowej,
uczyc, poznawac nowe, tworczo spedzac zycie". "Ksiazka
sklada sie z dwu rownoleglych czesci: notatnika z pobytu w Stanach (...)
- oraz wspomnien z calego wlasciwie zycia, od dziecinstwa w Lodzi, studiow,
przez rozlegly rozdzial kontaktow, wspolpracy i przyjazni z Wankowiczem,
az po peregrynacje na kontynencie amerykanskim. Wszystko to nieco chaotyczne,
dosyc egzaltowane, ale pelne uroku w bezposredniosci, optymizmie zyciowym,
pewnej naiwnosci nawet. (...). Dalej jednak ksiazka wciaga, do autorki
nabieramy sympatii. Ameryka staje sie barwna, a material anegdotyczny
- frapujacy. Dobrze dobrane i swietne technicznie zdjecia." "Co przyciaga
do takiej ksiazki? Chyba bezpretensjonalnosc i szczerosc Autorki. Ona
opowiada, jak przy kominku przyjacio³om, o sobie. (...) Jej sile
stanowi to, ze kazdy moze sie w niej odnalezc wlasnie dzieki swoistej
potocznosci spraw i przezyc.(...) Wielu czytelnikow przyciagnie zapewne
do ksiazki takze przywiazanie Autorki do polskosci i sledzenie jej sladow
po swiecie.(...). Ksiazka tez jest ciekawa przede wszystkim dlatego, ¿e
Autorka, piszac o sobie, pisze po prostu o czlowieku - jednym z wielu,
jednym z nas". "Niebanalne
sa rowniez uwagi na temat Polski widzianej z oddali i z bliska. Autorka
cieszyla sie swoboda poruszania po swiecie. Patrzy wiec na kraj inaczej
niz jego mieszkancy. Umie zdobyc sie na dystans w ocenie sytuacji, a jednoczesnie
nie traci poczucia glebokiej z nim wiezi". "Ksiazka
jest ciekawym wynalazkiem pisarskim: w 16-miesieczny dziennik z pobytu
w Dallas wkomponowane sa bardzo osobiste wspomnienia, refleksje, opisy
zdarzen z zycia prywatnego, spolecznego, politycznego. Sa to dwie ksiazki
w jednej. Bogactwo przedstawionych faktow, zdarzen, wielosc obrazow przezyc,
zwierzen, wspomnien pozwala nam lepiej poznac autorke. Szczerosc jej wypowiedzi
wzbudza zaufanie i podziw. Nie kazdy umie pisac tak otwarcie o sprawach
osobistych, rodzinnych, towarzyskich. Poznajemy bardzo wielu przyjaciol
i znajomych samej autorki, m.in. Wankowicza, z ktorym wspolpracowala w
czasie kilku ostatnich lat jego zycia. Jego przyjaciele stali sie pozniej
jej przyjaciolmi. Spotkania w kraju, w Ameryce, Kanadzie, w wielu innych
miejscach swiata z ludzmi ciekawymi i madrymi wzbogacily jej osobiste
doswiadczenia, pozwolily lepiej zrozumiec wiele spraw natury politycznej,
ogolnoludzkiej. Wiele ciekawych spostrzezen znajdujemy w rozdzialach poswieconych
odrebnosci kultur europejskiej i amerykanskiej. Codziennosc w Ameryce,
jej problemy, bolaczki, sukcesy, radosci i smutki - to wszystko dzieki
bardzo szczegolowym opisom staje sie znajome i bliskie. Wspaniale przedstawia
swoich przyjaciol - wielkich pisarzy, dziennikarzy, artystow roznych dziedzin
sztuki. Ma autorka wrazliwosc szczegolnego rodzaju, ktora pozwala jej
zblzyc sie do ludzi znanych i popularnych, ktorzy chronia swoja prywatnosc.
Jej spokoj, usmiech, latwosc w kontaktach, sprzyja zwierzeniom, otwieraniu
serc, domow, archiwow. Nie mozna na chlodno czytac tej ksiazki. Fragmenty
poswiecone rodzicom, synowi, Wankowiczowi, przyjaciolom czyta sie z zainteresowaniem.
Umie autorka zapamietac chwile, gdy ktos jej pomogl, ofiarowal swoj czas,
dodal otuchy w wielu nielatwych momentach jej zycia - wspomina o tych
ludziach z czuloscia, wdziecznoscia. "Ameryka
stala sie jej druga ojczyzna, stamtad pochodzi jej maz, tam wyksztalcil
sie i rozpoczal prace jej syn. Polska jest jednak wciaz pierwsza, najgoretsza
pasja i miloscia. Pisarka nie ukrywa zreszta swoich uczuc, doskonale je
opisuje na kartach ksiazki "Ulica Zolwiego Strumienia" (1995),
Ziolkowska to typ pisarki, ktora kocha ludzi, opisuje ich losy, dzieje,
historie i dramaty. Utrwala i ocala swiat w jego dawnej, czasami lepszej,
a na pewno bardziej ludzkiej postaci.(...). "Ksiazka
"Ulica Zolwiego Strumienia", pisana w formie dziennika w czasie
16-miesiecznego pobytu w Dallas, przykuwa uwage czytelnika od pierwszej
do ostatniej strony (...)" "...Dallas
(...) byl miejscem, gdzie notowala swe przezycia, ale tez odskocznia do
przemyslenia swego dziecinstwa, szkoly, doswiadczen z wedrowek po swiecie.
I uczuc (...) Kogoz tam nie ma na tej liscie - od Wankowicza, Singera,
Milosza do Ingrid Bergman. (...). Jest amerykanska wspolczesnosc w Dallas,
zycie w nim, przetykane jest jak tort kremem i bakaliami - odnosnikami
do wspomnien, zdarzen w Polsce i przezyc pani Aleksandry |
|||
| "Dowiadujemy
sie o wielkiej ciekawosci swiata, ktora Autorka nam przybliza - od Egiptu
po Bangkok, po rzecz jasna, USA - ich wielkie przestrzenie, miejsca historyczne,
czy miasta zwiazane np. z "Przeminelo z wiatrem" Margaret Mitchell. Wieslaw Rogowski, "Nowe Kontrasty", Nr 1,1998 |
|||
| Wydawnictwo Nowy Swiat, Warszawa 2002
KSIAZKA ZOSTALA WYBRANA KSIAZKA TYGODNIA 23-29 GRUDNIA 2002 Wydawnictwo oglosilo ja na drugim miejscu BESTSELLEROW ROKU 2002 i 2003 (Patrz: www.nowy-swiat.pl) AGMENTY RECENZJI
„Suzy, bohaterka ksiazki, czekoladowo-czarna pregowana pieknosc z Teksasu zgrabnie wskoczyla do literatury. Uczynila to sladem innych czworonogów, jak chocby kot Iwan Tadeusza Konwickiego czy jamników Dupka Melchiora Wankowicza i Puzona Jerzego Waldorfa, nie mówiac o najbardziej wzruszajacym kocie - „Kocie w pustym mieszkaniu" Wislawy Szymborskiej. (...) Podobno swiat dzieli sie na „psiarzy" i „kociarzy". Autorka jednak daje sie poznac jako przyjaciolka wszystkich stworzen: psów, papug, kawek, kaczat, zolwi, pancernikow i naturalnie kotow. Jak do tego doszlo, ze powazna pisarka, niegdys wspolpracowniczka Melchiora Wankowicza, majaca w dorobku kilkanascie ksiazek na tematy raczej zasadnicze, ktora przez ostatnie lata zajmowala sie opracowaniem korespondencji Wankowicza z Giedroyciem, poswiecila bitych 250 stron Suzy, Tuffiemu, Bialasowi i innym Szaruszkom, Kubusiom i Kajtkom? (...) „Podroze z moja kotka" to opowiesc o kotach amerykanskich i polskich, tych, ktore maja szczescie miec dom,. i wloczykijach. Ale to tez rzecz o ludziach, wlascicielach czworonogow, ktorzy wlasnie dzieki nim nawiazuja miedzy soba serdeczne wiezi. Im wlasnie uzycza miejsca w swej ksiazce pisarka (...) Mnostwo tu nazwisk przyjaciol zwierzat. i tylez samo ich historii o zwierzetach. Aleksandra Ziolkowska-Boehm ma swoj wywodzacy sie od reportazy oryginalny styl pisania. Niezwykly pietyzm dla szczegolow, nazw i faktow sprawia, ze w ksiazce obcujemy z niemal materialnym swiatem, pelen on blahych z pozoru, powszednich wydarzen. Ale to tlo najwazniejszych spraw i najwiekszych wzruszen. „Podroze z moja kotka" to ksiazka ciepla, serdeczna. Nie mozna sie oderwac od tych kocich i ludzkich perypetii, dopoki sie nie doczyta do konca" AB. „ZYCIE", Warszawa 15 listopada 2002
„Ksiazka neguje mity nieslusznie rozpowszechniane przez ludzi, ktorzy nie znaja prawdziwej natury kotow, posadzajac je o zlosliwosc, falsz i niewiernosc. Oni nie wiedza, ze koty to najsympatyczniejsze stworzenia, tylko ze z ... charakterem. Jednak kiedy przeczytaja „Podroze z moja kotka”na pewno zmienia zdanie. Dowiedza sie z niej bowiem, ze te niezwykle istoty sa wyjatkowe, chocby przez to, iz same wybieraja sobie nas na swoich domownikow, same decyduja o tym, kiedy beda mialy ochote na przytulanie czy glaskanie i kiedy maja mruczac zasnac na naszyh kolanach”. MSZ „Koty czworonozni bogowie”, GAZETA KRAKOWSKA, 18 listopada 2002
„Nie ja jeden dalem sie omotac kociej magii. Wlasnie w oficynie Nowy Swiat wyszla ksiazka Aleksandry Ziolkowskiej-Boehm pt. Podroze z moja kotka. Ta byla sekretarka Wankowicza, dzis znakomita reporterka i pisarka mieszkajaca w USA, ponad 250 stron poswiecila swoim zwierzakom, ale zwlaszcza kotom. Co za urocza ksiazka! Ale i madra, i zabawna, i zblizajaca sie do pewnej metafizyki w analizowaniu stosunkow interpersonalno-animalnych, no bo jak je nazwac? Ale wlasnie ci ludzie, ktorzy bardzo kochaja zwierzaki (ogrod itp) wmyslaja sie szczegolnie w jednosc czlowieka i natury, w symbioze istot zywych, w pokrewienstwo dusz, w cala te konstrukcje ontologiczna, gdzie czlowiek jest bliznim calego zyjacego jestestwa. Bracia mniejsi sa naszymi krewnymi czy to tak trudno pojac? (...) Aleksandra Ziolkowska zebrala takze w swojej ksiazce „kocie opowiesci” roznych znajomych. Co to za galeria! Jeden kocur uwielbial kwartety smyczkowe i, rzecz jasna, medytacje, inny wykonywal piruety jak Nizynski, kolejny kochal ucinac sobie drzemke na swiezo wyprasowanych obrusach, a kot krakowskiej aktorki Niny Repetowskiej, Rudolf, obchodzi 18 maja urodziny, wydaje z tej okazji przyjecia, przyjmuje prezenty i na koniec, syty pochwal, z politowaniem patrzy na damskie towarzystwo...” (...). Leszek Zulinski, Le chat fatal, Czarne dziury (243), TRYBUNA (Warszawa), 6 grudnia 2002
"Pasjonujacy spektakl wspolzycia spolecznosci kociej z ludzka, a scislej - formowania sie nowej kocio-ludzkiej jakosci (pod dominujacym, rzecz jasna, wplywem na jej ksztalt kotow) wypelnia nowa ksiazke Aleksandry Ziolkowskiej-Boehm, pamietnej przed laty jako sekretarki i powierniczki Wankowicza reporterki, a od dawna, niestety, mieszkanki Ameryki. Opis kociopolskich ukladow zawirowal i okazal sie calkiem niezlym sposobem na opowiesc o polskiej w USA diasporze. I o wielkie tam kopociopolakow i kociopolek, zwlaszcza z mieszanych malzenstw, samotnosci. "Podroze z moja kotka" to bez watpienia poglos "Podrozy z moja ciotka" Greene'a, gdzie londynskiego snoba uczlowiecza szalona krewna, wciagajac go w wir przygod i dajac zasmakowac swiata, o jakim nie mial pojecia. W ksiazce Ziolkowskiej pewnego dnia kotka-przybleda imieniem Suzy ("zetkniecie sie z jej osobowiscia") otwiera autorke na swiat nieznany, nadaje nowy wymiar wrazliwosci. (...). "(...)Aleksandra Ziolkowska opowiada o swoim codziennym zyciu z Suzy, o podrozach po Stanach i do Polski, o dzieciach swej kotki. Opowiada tez o innych zwierzetach, ktore mieszkaly w jej domu, zwierzetach, ktorymi sie opiekowala lub ktore poznala w roznych okolicznosciach. Na kartach ksiazek znajdziemy tez opowiadania roznych ludzi o ich kotach, miedzy innymi dowiadujemu ie, jak zdobyc kota za kilogram cukru. Zainteresowanych taka zamiana uprzedzam jednak, ze obecnie taka transakcja nie jest mozliwa - miala ona miejsce w epoce kartek na cukier, a to pamietaja juz tylko najstarsi ludzie. Ksiazke konczy znany wiersz Wislawy Szymborskiej "Kot w pustym mieszkaniu”, i przepiekne zdjecia kotow. Mysle, ze ksiazka Aleksandry Ziolkowskiej to nie tylko zbior wielu wspanialych opowiesci o kotach i innych zwierzetach, ale rowniez dowod na to, ze moze istniec prawdziwa, gleboka wzajemna milosc pomiedzy ludzmi i zwierzetami. Bo przeciez jestesmy wszyscy tworem jednego Boga, czescia tej samej Natury, mieszkancami tej samej Ziemi. Zreszta, nazwijcie to sobie jak chcecie. A ksiazke przeczytajcie koniecznie - bo warto. Ewa Hellenska, "Koty", NOWINY, styczen 2003
„Kot to jest to, co sie chyba najbardziej udalo Panu Bogu”. Te slowa Wojciecha Kilara moga byc mottem ksiazki „Podroze z moja kotka”. (...) Janina Podolska, GAZETA WYBORCZA, Lodz, 13 listopada 2002
(...)”Zyczenie autorki, zeby podczas lektury jej opowiesci „kazdemu czytajacemu zrobilo sie przyjemniej i weselej” zostaje spelnione. Ksiazka jest bardzo sympatyczna i czlowiekowi naprawde robi sie razniej na duszy.(...)”Suzy jest wielka podrozniczka. Lata samolotami do Polski, towarzyszy Ziolkowskiej-Boehm i jej mezowi w wyprawach amerykanskich. Bardzo sobie te eskapady ceni, bo to lepsze niz jakis koci hotel, choc moze nie lepsze niz dolaczenie sie do rodziny skladajacej sie z kotow, psow i ludzi. Suzy jest kotka z ogromnym doswiadczeniem i znajomoscia swiata. (...)”. Maja E.Cybulska „O kotach”, cykl „W moich oczach”, TYGODNIK POLSKI, Londyn, 8 marca 2003
„Podroze z moja kotka” to ksiazka przepelniona troska, zyczliwoscia, miloscia do wszystkich naszych braci mniejszych, Autorka zajmuje sie nie tylko kotami (choc glownie), ale i psami, papugami i nnymi zwierzakami. Uczy zrozumienia tych naszych prawdziwych przyjaciol, jakze bezradnych w dziesiejszym swiecie tak bezwzglednie zawlaszczonym przez ludzi” (...). Renata Fijalkowska WEGETERIANSKI SWIAT Nr 12 (83) grudzien 2002
„(...Autorka) kresli wielokulturowa panorame kocio-ludzkich stosunkow w Ameryce i w Europie, w Teksasie, Delaware, Nowym Jorku, Londynie, Toruniu, Jazgarzewie... Obok kotow i ludzi pojawiaja sie w zebranych tu absolutnie obiektywnych relacjach takze inni nieposiadajacy daru mowy domownicy: przede wszystkinm psy, ale jest i papuga. Sa prawie zaprzyjaznione z domem oposy i kuna. Domownicy, przyjaciele, patrnerzy traktowani sa przez autorke jako majace swoj swiat wewnetrzny osoby, choc stara sie ich nie antropomorfizowac. Nie reprezentuja, tak jak w wielu bajkach i opowiesciach o zwierzetach, ani ludzkich wad, ani zalet, ktore w „Podrozy z moja kotka” sa zawsze kocie lub psie i jako takie rejestrowane i szanowane. Chwilami odnosimy wrazenie, bardzo sympatyczne, ze to wlasnie wlasciciele (bo jednak nie rodzice czy rodzenstwo) upodobniaja sie do tych inteligentnych, odwaznych i tolerancyjncyh czworonogow, ze z nich biora przyklad. Z mieszczuchow przeobrazaja sie w wielbicieli wiejskiej natury, z malkontentow w zadowolonych z cieplego kata i pelnej miski czlonkow mieszanego towarzystwa. I to jest jeszcze jedno przeslanie tej niesentymentalnie pogodnej ksiazki, ze swiat, w ktorym ludzie wspolzyja (legalnie czy na kocia lape) ze zwierzetami jest byc moze najlepszym ze swiatow. Pisze autorka w krociutkim przedslowiu: „Chcialabym takze, by w czasie lektury moich opowiesci o kotce Suzy kazdemu czytajacemu zrobilo sie przyjemneij i weselej”. Zapewniam, ze robi sie”. Joanna Rostropowicz-Clark „O kotach (i psach) inaczej”. NOWY DZIENNIK, (Nowy Jork) 9 maja 2003
„Suzy ma wielkie bursztynowe oczy i futerko koloru czekolady ze złotem. Jest głowną bohaterką „Podroży z moją kotka” Aleksandry Ziolkowskiej-Boehm. Kiedy autorka zaopiekowala sie opuszczonym kociakiem wiedziala o tych zwierzetach niewiele, dzis jest ich znawczynia i wielka admiratorka, dlatego „Podroze z moja kotka” sa pelne takze zabawnych i wzruszajacych historyjek o roznych innych znajomych mruczkach. I nie tylko sporo miejsca zajmuja w nich psy, papugi, oposy i pewien krolik. (...) Chcialabym pisze aby ksiazka pokazala, jak wiele dobrego zwierzeta wnosza w nasze zycie i jak wzbogacaja swiat wokol nas. Aleksandra Ziolkowska, publicystka i pisarka, dala sie poznac jako wspolpracowniczka Melchiora Wankwoicza i redaktorka jego dziel. Obecnie mieszka w USA”. „Kocie opowiesci”, GAZETA POMORSKA, Bydgoszcz, 18/19 stycznia 2003
„Nim staniemy się tworcami wlasnego swiata, musimy znalezc te ksiazke, która będziemy czytac wlasnie z luboscia i która pomoze nam w budowaniu naszego wlasnego swiata. Taka ksiazka dla mnie okazaly sie „Podroze z moja kotka”. (...) Przeczytalem ja raz. Potem drugi. A i teraz odkrywam w niej cos innego. Cos nowego. Zwracam uwage na cos, czego poprzednim razem nie zauwazylem. Kotka Suzy nie jest jedyna bohaterka tej ksiazki. Bo tez nie jest to klasyczne opowiadanie historii jednego kota. Znajdujemy w ksiazce prawdziwe historie prawdziwych zwierzat. Opowiadane przez prawdziwych ludzi. Czytajac kolejne strony ksiazki mamy okazje poznac przyjaciol nie tylko kotki Suzy, ale także przyjaciol i znajomych autorki tej jakze interesujacej ksiazki oraz jej meza, pana Normana Boehma. Nazwiska, z którymi się tutaj stykamy, dla wielu czytelnikow sa znane, i ich wlasciciele niejednokrotniew przez nich podziwiani. Podroze czytelnika u boku kotki Suzy w samochodzie panstwa Boehm, poprzez pokazne obszary Stanow Zjednoczonych, czyta się z wielka przyjemnoscia, co jest niezmiernie istotne w trakcie naszych prob oderwania się od meczacej codziennosci. Krotkie, tematyczne rozdzialy sa bardzo dynamiczne i posiadaja bardzo wiele konkretnych informacji, ktore mogą wzbogacic nasze wiadomosci. Zas krociutkie historie losu zwierzat, w wielu przypadkach nakazuja nam zrewidowac wlasne postawy, w stosunku do zwierzat ogolnie. Czytajac te ksiazke, a bedac jednoczesnie w „posiadaniu” czworonoznego przyjacioela - domownika, możemy się czuc czlonkami wielkiej rodziny, rozsianej po calym swiecie. Ale „Podroze z moja kotka” to nie tylko opowiadanie autorki. To także indywidulane i osobiscie pisane przez jej przyjciol i znajomych historie”.(...)
Walter Hofman, „Suzy, Czesiek i nasza Oxy”, TERAZ (Filadelfia) lipiec 2003
„(...) Aleksandra Ziolkowska-Boehm nie jest bynajmiej osobą skłonna do sentymentalizmu i obce sa jej ckliwe uniesienia. Jej ksiazka zawiera wiele krótkich a znamiennych portretów psychologicznych bliskich jej kotów i pełnych prostoty opisów zwiazanych z nimi zdarzen.(...)Wazne, ze pani Aleksandra nie intelektualizuje i nie filozofuje bynajmiej, ona po prostu kocha koty i umie wciagnac nas w ich losy, pokazac, z jakim wdziękiem wchodzą w domowe zwyczaje i rytuały, jak sie adaptuja i “poddaja”, zachowujac jednoczesnie zupelna niezaleznoasc, co stanowi zagadke ich bogatej psychiki. Zdumiewajace wyczucie sytuacji przez koty swiadczy o ich duzej inteligencji i niemalym takcie. Aleksandra Ziolkowska przedstawia kocie relacje z ludzmi bardzo wnikliwie, ona umie sledzic kazde poruszenie kociego serca i umyslu, rozumie nawet wydawane przez nie dzwieki, utrzymuje bowiem, ze glosy kotów wyjatkowo precyzyjnie oddaja tresc przekazywanej przez nie wypowiedzi. Czyzby przydawala kocim bohaterom nieco cech ludzkich? To juz zalezy od punktu widzenia.(...) Slusznie twierdzi pani Aleksandra, ze ludzie kochajacy zwierzeta znaja sie i popieraja na calym swiecie. Owszem, bardzo latwo zawieraja miedzynarodowe i miedzypokoleniowe znajomosci, bo zwierzatko jest nieomylnym znakiem rozpoznawczym. (...) O terapeutycznych wlasciwosciach kotów slyszy sie tez duzo / wydzielają jony ujemne - twierdza radiesteci), jest o tym równiez mowa w omawianej ksiazce, której mocna strona jest to, ze autorka nie poprzestaje na wlasnych opiniach, zamieszcza bowiem w drugiej czesci aż 30 mini-opowiadan-zwierzen, nadeslanych z Polski, Anglii, USA, Kanady. Warto przeczytac te opowiesci milosników kotów - sa to chwilami zabawne, chwilami wzruszajace historie, mówiace o tym, jak niezwykla, wrecz magiczna wiez laczy kota z jego opiekunem, a losy ludzkie i zwierzece splataja sie w jedna nierozerwalna calosc , bedaca hymnem na czesc istnienia i wzajemnego przywiazania, trwalszego czasem, niz nasze krótkie zycie ( kotów jeszcze krótsze, a szkoda...) Krystyna Starczak-Kozlowska” Koty naszych marzen”, „Nowy Kurier” (Toronto), sierpien 2003
Franciszek Klimek Dla Aleksandry Ziolkowskiej-Boehm
Koty zblizajaTroche zal, ze niektorzy tej reguly nie znaja, iz cudownym sposobem koty ludzi zblizaja .
Nie zawsze i nie wszystkich, nie zawsze chca, lub moga, ale swym kocim sercem czuja kiedy i kogo .
Niechaj nad ta zagadka raczej nikt sie nie trudzi, czy to lepiej dla kotów, czy to lepiej dla ludzi .
Lecz jest taka mysl plocha (albo fakt niewatpliwy):
Kogo kot nie pokocha rzadko bywa szczesliwy. Franciszek Klimek Inspiracja : Aleksandra Ziolkowska-Boehm
Podroze z kotka Pan czasem wyjezdza sluzbowo, co sprzyja domyslom i plotkom, lecz panu wierzymy na slowo, ze pan podrózuje z kotka .
Niekiedy sie podróz przedluzy, (gdy w planach zdarzaja sie zmiany) i czasem pan wraca z podrózy troszeczke ... podrapany.
Nie bardzo widoczne te rany, nie grozi mu tez stan zapalny, my takie objawy juz znamy, przy kotce to efekt normalny.
I jeden fakt tylko zaklocil sielanke na ogól pogodna : ostatnio, gdy pan wlasnie wrocil, malzonka przyjela go chlodno
i ledwo wejsc zdazyl do srodka uslyszal po dniu pelnym wrazen : - Dzwonila juz dzis twoja k o t k a , ze pomyliles bagaze . . .
Fragment ksiazki ukazal sie w:
1. THE BAY ISLANDS VOICE (Roatan, Honduras), November 2003, In English ALEKSANDRA ZIOLKOWSKA-BOEHM
SUZY THE CAT
PODROZE Z MOJA KOTKA NOWY SWIAT 2002, WARSAW www.nowy-swiat.pl
The book appeared on the PUBLISHER BESTSELLER list as Nr 2 for the year of 2002 and 2003 See: www.nowy-swiat.pl (left side: bestselery).
Book was chosen the BOOK OF THE WEEK by bookstores all over Poland (23-20 December 2002).
FRAGMENTS OF REVIEWS:
“(...)Not only am I under cat’s magic, but recently in the bookstores Nowy Swiat presented the book written by Aleksandra Ziolkowska-Boehm. That eminent writer and reporter, now living in the USA, has written over 250 pages dedicated to animals, particularly to cats. What a wonderful book! It is full of wisdom and fun and close to some metaphysics in analyzing interpersonal relationships between people and animals. The people who share a love for animals, are like a garden of similar beautiful human beings, sharing in the beauty of the whole world of living creatures. Animal brothers are our relatives. It is not difficult to understand and follow. Cats have special mystery and mystic around themselves. They go their own way, follow their own paths, more than dogs. Independent from people, they live the way they like. They love the night more than the day, they can be critical, moody… and those are the reasons that some people believe that cats are not faithful and haughty, but superior. It is not true! The contact with cats is very different than with dogs, more intellectual. (…) Aleksandra Ziolkowska-Boehm in the second part of the book includes cat’s stories from her friends and acquaintances. What a gallery! One cat loved to listen to a violin quartet, the other loved to take a snooze on freshly washed and dried laundry, and the cat of an actress from Krakow has a party for his birthday , the people bring him presents, and he with some disdain looks at everybody.(…)”. Leszek Zulinski, Le chat fatal, Trybuna, 06-12-2002
“The newest book written by Aleksandra Ziólkowska-Boehm, who for more than 10 years now has lived in the USA. “Travels with my cat” reminds me of the famous book by Graham Green “Travels with my aunt”. Greene shows the London snob, whose aunt makes him more human by taking him into new avenues of adventures and surprises, and about a world he never knew existed. In Ziólkowska’s book, the story of the cat who received the name Suzy opens to the writer a new world she hadn’t known, giving new sensitivity, appreciation and observation of beauty surrounding life and world .(…) The book shows other stories about dogs, cats, parrots and opossums and rabbits, but mainly it is about cats. It’s a chronic of days when people open their lives to a new animal and to their different outlook and personality. The chronic is full of drama, lost and found cats, and misunderstandings, happy returns, moving to new homes and new cities and even final goodbyes. I promise that none will finish the story about Latik with a dry eye. The instruction about how to give a pill to a cat can be included as one of the most funny stories written about cats.(…)”. Gwidon Znajco, Kociopolacy, Nowe książki Nr 1, 2003
“The Cat who enters into literature Suzy, the heroine of the book, is a chocolate-black beauty from Texas with charm who jumps into literature. (…) Someone said that the world is divided into cat and dog lovers, Aleksandra Ziólkowska-Boehm is known from her book as a lover of all animals. The accomplished writer who has written many books dedicated to historical and eminent problems, now writes 250 pages dedicated to Suzy, Tuffy, Kubus, etc.(...).The book shows the American and Polish cats, about those who have owners, and about strays. The book is also about the people how they react to each other, and to other animals. -When the people brag about their children, they make each other jealous and unhappy; when they talk with pride and joy about their animals, everyone listens with a smile and immediately shares their own stories. Aleksandra Ziólkowska-Boehm has her own unique style. She has a way of showing the details, names, facts, so the world she writes about is real and leaves a permanent impression in our minds and hearts. None can stop reading the book until they finish. And everyone feels happy during the reading and thereafter. The book makes people happier and more joyful.”. Anna Bernat, Zycie, Warszawa, November 15, 2002
„(...)Aleksandra Ziółkowska-Boehm writes about every day events of life with her cat Suzy, about trips in the US and to Poland, also about Suzy’s kittens and other cats. She also writes about other animals that were living in her house, whom she took care of, or whom she met in different circumstances. In the second part of the book, there are stories written by other people about their cats. In the end, there is a beautiful poem written by the Nobel prize winner, Polish poet Wislawa Szymborska “The cat in the empty house”. The book shows how true friendship can be built between animals and people. We all are created by the same God; we are all inhabitants of the same globe.”. Ewa Hellenska, "Cats", NOWINY, January 2003
“The cat is the creation that probably is the most wonderful deed of the Creator”, these words can be a motto for this beautiful book”. Janina Podolska, GAZETA WYBORCZA, Lodz, November 13 2002
(...)”The wish of the authoress is that everyone who reads the book would feel happier and contented. This is a very sympatic book and makes peoples’ souls fly. (…) Suzy is a great traveler, she flys by plane to Poland, she accompanies Ziolkowska-Boehm and her husband on trips in the States. She likes her escapades; they are better then a cat’s kennel. Suzy seems to be a cat with a great experience and knowledge of the world” Maja E.Cybulska „About Cats”, TYGODNIK POLSKI, London, England, March 8, 2003
„Travels with my Cat” is a book enriched with care, good feelings and love towards all our “smaller brothers”. The authoress writes mainly about cats, but also about dogs, parrots and other animals. She shows how to understand that animals are our true friends, and that they are so helpless in the modern world cruelly taken over by people” (...). Renata Fijalkowska WEGETERIANSKI SWIAT Nr 12 (83) December 2002
„Suzy has big amber eyes and chocolate color with a gold flair. She is the main character of the book “Travels with my cat” by Aleksandra Ziolkowska-Boehm. When the authoress took care of a stray cat, she didn’t know much about cats, but now, she is a great admirer and has a good knowledge of them. The book is filled with touching and funny stories about cats other than Suzy and animals, like dogs, opossums, parrots and rabbits”. „Kocie opowiesci”, GAZETA POMORSKA, Bydgoszcz, January 18/19, 2003
„The authoress draws multicultural feline-people relationships that take place in the USA, in Europe, in Texas, Delaware, New York, London, Torun and Jazgarzewo… Beside cats and people and very objective stories about them, there are also tales about other animals that don’t speak the human voice dogs and parrots. The animals are partners and friends, although the writer tries not to anthropomorphise them. They don’t possess, as in fairy tales about animals, the human virtues and weaknesses. Those in “Travels with my cat“ are always cats or dogs and as cats and dogs, are respected by the authoress. Sometimes we feel in a very agreeable way, that owners of the animals are changing character to be more like the animals taking on their more admirable attributes such as intelligence, courage and tolerance of four legged creatures. The humans take a good example from them. From city loving inhabitants, they change into country loving people, from malcontents into happy people contented with everyday blessings. Providing happiness and contentment is another wonderful virtue of this warm but not in a sentimental way book. The world in which people live together with animals is probably the best of the world. I assure everyone reading the book will be happier, as the authoress wanted.” Joanna Rostropowicz-Clark „About Cats (and dogs) in different way”, NOWY DZIENNIK, (New York) May 9, 2003”
|
|||
| Nie minelo nic, procz lat ... |
„Ona swe listy pisala z roznych miejsc Stanow Zjednoczonych, on odpisywal jej z Warszawy lub z lettiskowego domu we wsi Gniazdowo. Nie jest to korespondencja banalna. Bo choc wiele tu informacji o codziennych zdarzeniach i rodzinnych problemach, to najwiecej miejsca zajmuje w niej dyskurs dotyczacy wydarzen politycznych, przemyslenia. Dotyczae historii, literatury, sztuki i folozofii. To pan Szymon narzuca poruszane w listach tematy. To on „kropi” sazniste liscidla, bo „lipst pwinien być gruby..” W ogole pisze wpedzasz mnie w straszne koszta, bo samoloty wozace moja korespondencje pod Twój adres, brzuchami szoruja po falach, tak im ciezko przez ten Atlantyk, ale trudno musze się powywnetrzac! A Ty, kto jak kto, Ty masz nadludzka cierpliwosc do gadatliwych starszych panow...! I cierp za to”. Pani Aleksandra tez nie była gorsza i nie ograniczala się zdawkowych uwag. Powstawaly wiec listy „opasle”, pelne ocen wydarzen kulturalnych, odwolan do literatury, przypomnien i anegdot zwiazanych ze wspolnymi znajomymi: Antonim Slonimski czy Stefanem Kisielewskim. Wankowiczw tej korespondencji wystepuje najczesciej: można by nawet powiedziec, ze jej patronuje(...) Do dawnych czasow Kobylinski odwoluje się nieustannie, w nich szuka materii swej rysunkowej i pisarskiej tworczosci. Czytajacemu listy pani Aleksandry i pana Szymona w dobie poczty elektronicznej i wszechobecnego SMS-u chcialoby się za poeta powiedziec: oto ostatni, co tak listy pisali”. Tadeusz J.Zolcinski „Olenko Boehmila”, Poczta Polska, 2 listopada 2003
(...)”Wymieniaja uwagi o wydarzeniach w Polsce. Duzo miejsca zajmuje im dyskusja na temat Ameryki. Ponieważ Pan Szymon wyraza się krytycznie o American Way of Life, Pani Olenka czuje się w obowiazku go bronic. Korespondencja obejmuje okres: grudzień 1992 marzec 2002. Pelna jest ciekawostek z ich zycia, informacji o wspolczensje Ameryce i Polsce. Czyta się z wielka przyjemnoscia i zainteresowaniem”. Miroslawa Palaszewska: ”Pan Szymon i pani Olenka”. NOWA MYSL POLSKA, 21-28 grudnia 2003
(...)”Zdawaloby się, ze charaktery obojga korespondentow pasuja do siebie niemal idealnie kultura, inteligencja, dowcip, zamilowanie do przyrody i wiejskiego zycia. Wszystko to laczy i czynilobyy ich listy nadzwyczaj zgodnymi, gdyby nie wkradl się jeden tylko, ale za to nadzwyczaj kontrowersyjny problem. Problem Ameryki. Pojawia sie˛ on juz˙ w pierwszym liscie z Polski i przewijac be˛dzie przez cale dziesieciolecie, az do listu ostatniego, pisanego w pare zaledwie dni po pamietnym 11 wrzesnia 2001 roku (...) Szymon Kobylinski ukazuje sie˛ przez swoje listy jako osobnik motywowany dwiema poteznymi pasjami: antyamerykanizmem i antykomunizmem. I podczas gdy ta druga odgrywa w korespondencji role raczej drugorzedna, obsesja antyamerykanizmu przeslania temu skodinad madremu czlowiekowi prawde, zastepowana obrazami wzietymmi z drugorzednego kina i telewizji, co jak wiadomo, nie stanowi najlepszego zrodla. Nie moz˙na jednak zyc tylko negatywnymi uczuciami, totez Szymom rekompensuje je motorami silniejszymi niz obsesje miloscia do rodziny, praca, ukochaniem zwierzat i wsi, niemal symbolicznie nazwanej Gnmiazdowo. A kazda z tych spraw zajmuje nalezne, poczesne miejsce w jego listach. I tu pelna zgodnosc z Aleksandra Ziolokowska-Boehm pozwala na ciekawy miedzy nimi dialog o podstawowych wartosciach zycia, zamiast politycznej czy ideologicznej polemiki. Autorka imponujacej liczby ksiazek, podrozniczka i gleboka patriotka zarówno Polski, jak i Ameryki, znajduje z Szymonem Kobylinskim wspolny uczuciowy ton dla tych samych spraw, jakie tak pozytywnie nastrajaja go do zycia. Gdzie może polemizuje i spokojnie argumentuje, czasem jednak, poniesiona temperamentem, potrafi wykrzyknac.(...). Mysle,ze ksiazke te należy goraco polecic tym wszystkim, dla których Ameryka jest obiektem milosci, jak i tym, którzy jej nienawidza.Jedno i drudzy znajda tu potezna dawke materialu do przemyslenia, co w rezultacie pozwoli im na wyciegniecie wlasnych oby wlasciwych wnioskow”. Jerzy R.Krzyzanowski „Transatlantycki dialog o wartosciach”, NOWY DZIENNIK PRZEGLAD POLSKI, Nowy Jork, 19 grudnia 2003 (...)Jest cala arcypolska osadzona w polszczyznie, ale takz˙e juz˙ amerykanska.(...)Wymiana listow rozpoczyna sie˛ w polowie lat 90. a konczy tuz po 11 wrzesnia 2001 roku. Korespondencja doowodzi iwelkiej sympatii czy przyuazni laczacej ich oboje, ale tez zasadnioczej roznicy w postrzeganiu Ameryki. Szymon Kobylinski swietny rysownik i niedoceniony pisarz bywal jrytyczny wobec Wielkiego Brata a wtedy w obronie American Way of Life wystepowala pani Aleksandra (...) Komu by sie chcialo Ze tak jest w istocie swiadczy opublikowana niedawno korespondencja Aleksandry Ziolkowskiej z Szymonem Kobylinskim ("Nie minelo nic prócz lat" Nowy Swiat 2003). Wymiana listów miedzy nimi rozpoczyna sie w polowie lat 90. a konczy tuż po 11 wrzesnia 2001 roku. Korespondencja dowodzi wielkiej sympatii czy przyjazni łaczacej ich oboje ale tez zasadniczej róznicy w postrzeganiu Ameryki. Szymon Kobylinski swietny rysownik i niedoceniony pisarz bywal krytyczny wobec Wielkiego Brata a wtedy w obronie American Way of Life wystepowala pani Aleksandra. - Jestem bardzo wdzieczna Szymonowi za to ze swoimi dlugimi pieknymi listami zmuszal mnie w tej korespondencji do wysilku narzucajac jej poziom mysle ze wysoki. Znalismy sie 30 lat; kiedy po jego smierci przeczytalysmy z zona Szymona - Danusia te listy raz jeszcze przekonalam sie ze dal mi wiecej, niz myslalam. To on uczyl mnie ze informacje o piramidach czy o Alasce nie sa dla niego ciekawe, interesuje sie natomiast tym, jak ja widze te piramidy czy Alaske. To ja mam byc interesujaca chocby i mój sposób widzenia swiata był na wskros egocentryczny. Z moich ksiazek pisywal dlugie wnikliwe recenzje przeznaczone tylko dla moich oczu. Komu by sie chcialo... Ale tez jest w jego listach swiadectwo smutnych nierzadko nastrojów efektów skłócenia ze soba i z niemal wszystkimi wokól. Pewnie w takim własnie stanie ducha na przelomie lat 1994 i 1995 r. zaczał w swoich listach oskarzać Ameryke i Amerykanów o prymitywizm natrzasajac sie z amerykanskiej historii i kultury, a przy tym przemawiajac jakby z piedestalu. Cytujac Norwida przeciwstawiajac bohaterom amerykanskim... Zawisze postaci Matejkowskie Wita Stwosza. No to wtedy z równa zacietoacia zabralam sie za obrone Ameryki choc ona obrony nie potrzebuje. Amerykanie maja swietne samopoczucie i doskonale sobie daja rade. To raczej Polska kraj nowy swiezutki w rodzinie demokratycznych panstw potrzebuje specjalnego traktowania jakiejs taryfy ulgowej. Jak za pania matka Rzeczywis´cie natrzasal sie pan Szymon z Ameryki w liscie z 19 stycznia 1995 r. piszac: "Kuse to wszystko plyciutkie i zapozyczone z - usprawiedliwianym - kompleksem nizszosci wobec nas. Dawny film ukazujacy jak nowobogacki cham przewiózl sobie do jakiegos´ Milwaukee kompletny zamek szkocki wraz z duchem ukazuje te sytuacje bezblednie. Kupic granitowe ciosy budowlane, kupic ducha przy okazji i byc lepszym od Smitha z sasiedztwa. Totalne ubóstwo..." Nic dziwnego ze wziela pani Aleksandra w obrone i Marka Twaina i Jacka Londona, i amerykanska architekture i film. By wreszcie skonstatowac: "Owszem na Ameryke niemal wszyscy teraz w Polsce wykrzykuja. Pisza i mówia o niej z pasja jak kiedys np. o Rosjanach. Pojawil sie˛ ulubiony termin “tandeta amerykan´ska”. Tandeta jest i polska i niemiecka i amerykanska; bronmy sie przed tandeta jako taka. Te wykrzykiwania antyamerykanskie dawno spostrzeglam, wychwyca je „Nowy Dziennik”, przedrukowujac rózne teksty z Polski. Rozdziera szaty Zanussi czy Duda-Gracz moze dlatego ze stawiali na kariere w Ameryce i teraz sa zawiedzeni. Slusznie piszesz, ze Polacy nie powinni malpowac Ameryki, majac wspaniale wlasne korzenie. Nie powinni malpowac nikogo, ale to chyba inny temat- nie amerykanski. Dlaczego Polska i wiele krajów jak za pania matka pedzi za Ameryka? To ich problem nie Ameryki". (...)
Krzysztof Maslon „Pan Jezus nie urodzil się gdzies w Polsce” „Rzeczpospolita”, Plus-Minus, 27 grudnia 2003 |